Pewnego dnia przyjaciel Ibrahim oznajmił, iż z okazji mego wstąpienia na tron ma dla mnie wspaniałą niespodziankę otrzymam ją dziś w nocy przyjdzie naHalvet
- Oj przyjacielu co ty kombinujesz ,zapytałem?
- Nic panie chciałem byś znów się uśmiechnął myślę, że ta kobieta tego dokona.
Będę zaszczycony, jeśli dzisiejszej nocy ją przyjmiesz do siebie. - Ukłoniłem się
- Skoro to ma być prezent w końcu prezentów się nie odmawia – zaśmiałem się i odeszłem
Wieczorem po skończonych obradach i załatwieniu wszystkich pilnych spraw siedziałem ponownie i rozmyślałem, gdy nagle rozległo
- Wejść.
- Panie, dotarł prezent od Ibrahima Paszy, czeka pod drzwiami na przyjęcie.
Zupełnie o tym zapomniałem- pomyślałem. Nie byłem gotowy na przyjęcie inna sprawa, iż nie miałem kompletnie ochoty na kolejna noc z nałożnicą.
- Odeślijcie ją do haremu wezwę ją kiedy będę miał na to ochotę niech nie myśli, że wszystko dostanie ot, tak.
- Jak rozkażesz – Ukłonił się.
Znowu zostałem całkiem sam myślałem nad tym, co zrobić jutro jakie decyzje mnie czekają, gdy ponownie rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść.
-Panie przyszła sułtanka Mahidevran
- Wpuść.
Znowu Ona.- pomyślałem. Kolejny raz będzie chciała mnie przekonać, do miłości której między nami dawno nie ma. Kiedy byłem jeszcze księciem byłem w niej szaleńczo zakochany, ale to minęło dała mi jednego syna Mustafę, chciałem więcej, ale ona nie potrafi tego dokonać chciałem by
- Sulejman, mój ty władco tak się za tobą stęskniłam – Ukłoniła się
- Widzieliśmy się dziś rano, gdy doglądałem Mustafy.
- To było tyle godzin temu Sulejman. Kiedy Ciebie nie ma tęsknie za tobą od 1 minuty twojego odejścia – pogładziła klatę padyszacha.
- Mahidevran skończ.
- Mój Panie, zrobię dla Ciebie wszystko, by cię uszczęśliwić tylko mi na to pozwól.
- Mój Panie, zrobię dla Ciebie wszystko, by cię uszczęśliwić tylko mi na to pozwól.
- Mahidevran na co chcesz bym Ci zezwolił? Wracaj do siebie!
- Mój Panie, daj nam jeszcze jedną szansę, wpuść mnie ponownie do alkowy uszczęśliw swoją niewolnicę-Ukłoniła się.
- Mahidevran czyżby rolę Ci się pomyliły? To ty masz mnie uszczęśliwiać, a nie ja Ciebie. Wracaj natychmiast do siebie i zajmij się Mustafą.
- Oh mój Władco, wiem o tym doskonale, wiem. Chcesz mieć więcej dzieci a ja czuję, że po dzisiejszej nocy, jeśli wpuścisz mnie do alkowy będę w stanie dać Ci kolejne dziecko.
- Mahidevran gdyby się spełniło to, co mówisz byłbym szczęśliwy, jednak...
- Jednak?
- Nasza miłość już wygasła nie ma między nami tego, co było dawniej i
nigdy już nie będzie, nawet jeśli właśnie wpuszczę Cię ponownie do
alkowy.
-
Nigdy nie mówi się nigdy Sulejman.-wyszeptała-Uklękła i pocałowała
szatę.
Podniosłem ją, a następnie zacząłem ją całować i prowadziłem na łoże.
Znowu dałem się przekonać.
do
czegoś, czego nie chciałem. Znowu mnie zmanipulowała chęcią posiadania
dzieci. Muszę z tym skończyć i sprawić sobie kolejnego syna jak się dziś
nie uda wybiorę sobie nałożnicę, która
będzie potrafiła zaciążyć. Po raz
kolejny podczas naszego kochania byłem myślami zupełnie gdzie indziej.
Nie wiem, czy chciałem nie myśleć o tym, co właśnie się dzieje, czy ten
nawyk wszedł mi już w krew.
Rano po przebudzeniu zobaczyłem Mahidevran uśmiechniętą od ucha do ucha patrzącą w moją stronę.
- Sulejman, dzisiejsza noc była wspaniała czuję, że noszę już w sobie twoje dziecko.
-
Inszallah – pomyślałem byłoby cudownie nie przychodziłaby tu i nie zamęczała mnie.- Ubieraj się- nakazałem.
-
Sulejmanie, nie zjemy razem ?
- Mam dziś dużo spraw muszę się nimi zająć, zjem sam.
- Jak każesz – Zabrała swoje rzeczy i ubrała się.
- Sulejman? Przyjdziesz dziś do nas?
Odwróciłem się i zobaczyłem jej proszące oczy.
Jeśli tylko znajdę wolną chwilę zaglądnę do Mustafy.
Ukłoniła się, a następnie wyszła. Długo nie byłem sam wkrótce rozległo się pukanie.
- Wejść.
- Panie przyszedł Ibrahim Pasza.
- Wpuść.
Mam tylko nadzieje, że mój przyjaciel nie zapyta jak spodobał mi się prezent. Będę musiał wymyślić jakąś wymówkę, dla której jej nie przyjąłem.
- Panie, Jak mija dzień?
- Bardzo dobrze Ibrahimie masz coś dla mnie ciekawego ? Inaczej byś tak wczas tutaj nie dotarł?
- Tak Panie, dotarła do nas wiadomość, iż Szach Persji Ismail zmarł kilka dni temu a jego miejsce zajął jego syn Tahmasp.
- A więc wielki wróg mego Ojca krótko po nim odszedł z tego świata nie będę ukrywał, że miło to słyszeć. Teraz ja i Tahmasp będziemy ciągli dalej konflikt między nami aż któryś z nas nie wygra. - Uśmiechnąłem się do przyjaciela
- Cieszę się twoim szczęściem Panie. Dotarła do nas jednak jeszcze jedna informacja, jednak nie wiem na ile jest ona prawdziwa.
- Każde przecieki mają w czymś swoją prawdę czyż nie? Mów czego się dowiedziałeś.
- Panie, Podobno Tahmasp chce zakończyć cały konflikt i wojny między naszym, a ich państwem. I pierwszy rozkaz, jaki wydał to stworzenie paktu pokojowego.
- Panie, Jak mija dzień?
- Bardzo dobrze Ibrahimie masz coś dla mnie ciekawego ? Inaczej byś tak wczas tutaj nie dotarł?
- Tak Panie, dotarła do nas wiadomość, iż Szach Persji Ismail zmarł kilka dni temu a jego miejsce zajął jego syn Tahmasp.
- A więc wielki wróg mego Ojca krótko po nim odszedł z tego świata nie będę ukrywał, że miło to słyszeć. Teraz ja i Tahmasp będziemy ciągli dalej konflikt między nami aż któryś z nas nie wygra. - Uśmiechnąłem się do przyjaciela
- Cieszę się twoim szczęściem Panie. Dotarła do nas jednak jeszcze jedna informacja, jednak nie wiem na ile jest ona prawdziwa.
- Każde przecieki mają w czymś swoją prawdę czyż nie? Mów czego się dowiedziałeś.
- Panie, Podobno Tahmasp chce zakończyć cały konflikt i wojny między naszym, a ich państwem. I pierwszy rozkaz, jaki wydał to stworzenie paktu pokojowego.
- Tahmasp to tchórz jak ich wiele. Szkoda, że taki ktoś zasiadł na tronie Persji.
- Co zrobimy z paktem, jeśli go otrzymamy?
- A co mamy zrobić przyjacielu? Zobaczymy, jakie warunki stawia nam Tahmasp, a potem pomyślimy. W sumie sam nie wiem, czy jest sens prowadzenia dalej tych wojen między nami.
- Masz rację Panie. Czekamy cierpliwie na to co nam zaproponują. Panie byłbym zapomniał a jak spodobał się mój prezent? Mam nadzieję, że nie zrobiła nic złego mało miałem czasu na przygotowanie i jej wyszkolenie.
- Co zrobimy z paktem, jeśli go otrzymamy?
- A co mamy zrobić przyjacielu? Zobaczymy, jakie warunki stawia nam Tahmasp, a potem pomyślimy. W sumie sam nie wiem, czy jest sens prowadzenia dalej tych wojen między nami.
- Masz rację Panie. Czekamy cierpliwie na to co nam zaproponują. Panie byłbym zapomniał a jak spodobał się mój prezent? Mam nadzieję, że nie zrobiła nic złego mało miałem czasu na przygotowanie i jej wyszkolenie.
-
Nie wiem Ibrahim zupełnie zapomniałem o prezencie od Ciebie i zdążyłem już przyjąć Mahidevran.
- Czyli ponownie Wam się układa?
- Nie nazwałbym tego czymś, co się układa, bo między nami nic nie ma
Ibrahim sam się nie łudź, że między nami coś jeszcze będzie. Mnie i Mahidevran łączy tylko Mustafa i być może dziecko które w sobie nosi jak twierdzi. Idź zajmij się sprawami państwa i oczekuj na pakt, jeśli tylko
przyjdzie wtedy do mnie przyjdź.
- Dobrze Panie, rozumiem- ukłonił się i wyszedł.
Mijało wiele dni jednak pakt nie nadchodził ja spędzałem czas to w komnacie to w koszarach to na obradach Divanu, to z nałożnicami by dały mi kolejnego potomka jednak los nie chciał się do mnie uśmiechnąć. Gdy nagle rozległo się pukanie.
- Wejść
-Panie, została przysłana wiadomość z haremu: twoja niewolnica, matka księcia Mustafy spodziewa się dziecka.
Uśmiechnąłem się to była najlepsza wiadomość, jaką usłyszałem od dawna. Od razu wyszedłem z komnaty i poszedłem do mojej Mahidevran.
- Wejść
-Panie, została przysłana wiadomość z haremu: twoja niewolnica, matka księcia Mustafy spodziewa się dziecka.
Uśmiechnąłem się to była najlepsza wiadomość, jaką usłyszałem od dawna. Od razu wyszedłem z komnaty i poszedłem do mojej Mahidevran.
-
Panie, ja...
- Wiem wszystko Mahidevran, miałem wiele wątpliwości, gdy mówiłaś, że tamtej nocy zajdziesz, jak widać niepotrzebnie. Uszczęśliwiłaś mnie ponownie.- Pocałowałem ją w czoło.
- Panie, jestem szczęśliwa, że Bóg obdarzył mnie ponownym szczęściem i będę mogła dać Ci ponownie syna.
- Odpoczywaj i dobrze się odżywiaj zajrzę do Was później. Nic nie mogło mi zepsuć tego dnia, w końcu się udało, gdyby jeszcze urodził mi się syn.
- Wpuść.
Czyżby w końcu przyszedł pakt, o którym wcześniej wspominał Ibrahim, niewątpliwie zaraz się dowiem.
- Panie, mam dobrą wiadomość. Właśnie otrzymałem pakt pokojowy z Persji dokładnie go przeczytałem i jeśli mogę wyrazić swoją opinię nie podpisywałbym go.
- Dlaczegóż to Ibrahim? Co w nim jest nie tak?
- Panie, Tahmasp nie postawił prawie żadnych warunków oprócz tego, iż między państwami
naruszane, a wasze dynastię się zaprzyjaźnią.
- Zaprzyjaźnią się ? Uśmiechnąłem się złowrogo.
- Tak przysłał nawet list, w którym zawarł zaproszenie Ciebie na spotkanie, w którym zarzeka się, iż nie jest to żadna pułapka, a chce pokazać, iż nie są to puste słowa.
- W takim razie Ibrahim szykujemy się do wyprawy spotkamy się z Tahmaspem.
- Panie, Czy to nie jest samobójstwo?
- Nie Ibrahim, Oczywiście, że weźmiemy ze sobą wojsko, ale nie zaatakujemy pierwsi. Zrozumiałeś? - Nie bardzo Panie, ale postaram się wszystko przygotować do wyjazdu. Panie skoro taki dziś radosny dzień, może zechcesz to jakoś uczcić?
- Tak Ibrahim dziś jest wspaniały dzień rozkaż strażą przysłać twój prezent, którego jeszcze nie odpakowałem – roześmiałem się.
- Dobrze widzieć Cię w takim humorze. Już wydaję rozkaz – Ukłoniłem się
- Wiem wszystko Mahidevran, miałem wiele wątpliwości, gdy mówiłaś, że tamtej nocy zajdziesz, jak widać niepotrzebnie. Uszczęśliwiłaś mnie ponownie.- Pocałowałem ją w czoło.
- Panie, jestem szczęśliwa, że Bóg obdarzył mnie ponownym szczęściem i będę mogła dać Ci ponownie syna.
- Odpoczywaj i dobrze się odżywiaj zajrzę do Was później. Nic nie mogło mi zepsuć tego dnia, w końcu się udało, gdyby jeszcze urodził mi się syn.
Udałem się do komnaty gdzie zająłem się jubilerskimi sprawami. Ponownie rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść.
- Panie przyszedł Ibrahim Pasza.- Wpuść.
Czyżby w końcu przyszedł pakt, o którym wcześniej wspominał Ibrahim, niewątpliwie zaraz się dowiem.
- Panie, mam dobrą wiadomość. Właśnie otrzymałem pakt pokojowy z Persji dokładnie go przeczytałem i jeśli mogę wyrazić swoją opinię nie podpisywałbym go.
- Dlaczegóż to Ibrahim? Co w nim jest nie tak?
- Panie, Tahmasp nie postawił prawie żadnych warunków oprócz tego, iż między państwami
będzie swoboda ludzie będą mogli przechodzić od nas do nich i
od nich do nas nie będzie wojennych konfliktów, granice nie będą- Zaprzyjaźnią się ? Uśmiechnąłem się złowrogo.
- Tak przysłał nawet list, w którym zawarł zaproszenie Ciebie na spotkanie, w którym zarzeka się, iż nie jest to żadna pułapka, a chce pokazać, iż nie są to puste słowa.
- W takim razie Ibrahim szykujemy się do wyprawy spotkamy się z Tahmaspem.
- Panie, Czy to nie jest samobójstwo?
- Nie Ibrahim, Oczywiście, że weźmiemy ze sobą wojsko, ale nie zaatakujemy pierwsi. Zrozumiałeś? - Nie bardzo Panie, ale postaram się wszystko przygotować do wyjazdu. Panie skoro taki dziś radosny dzień, może zechcesz to jakoś uczcić?
- Tak Ibrahim dziś jest wspaniały dzień rozkaż strażą przysłać twój prezent, którego jeszcze nie odpakowałem – roześmiałem się.
- Dobrze widzieć Cię w takim humorze. Już wydaję rozkaz – Ukłoniłem się
Czytałem raz list raz pakt i tak ciągle, rozmyślałem co może Tahmasp kombinować jednak warto sprawdzić. Albo zawrzemy pokój, albo zabiję go tam i po Safavidach nie będzie śladu.
- Straże – Zawołałem Po chwili:
- Tak Panie? Wyślijcie wiadomość do haremu niech się Mahidevran szykuje na wyjazd.
- Jak każesz Panie. Panie pod drzwiami czeka prezent od Ibrahima.
- Straże – Zawołałem Po chwili:
- Tak Panie? Wyślijcie wiadomość do haremu niech się Mahidevran szykuje na wyjazd.
- Jak każesz Panie. Panie pod drzwiami czeka prezent od Ibrahima.
Znowu o niej zapomniałem jestem nie przygotowany, ale w sumie, w czym to przeszkadza i tak nie zabawi u mnie więcej niż jedną noc.
- Wpuść – Powiedziałem, a następnie odwróciłem się.
- Wpuść – Powiedziałem, a następnie odwróciłem się.
Weszła do komnaty, zbliżyła się do mnie i pokłoniła
-Panie – szepnęła Odwróciłem się i nakazałem ucałować szaty tak Ibrahim mówił, że nie zdążył jej wszystkiego nauczyć. Gdy to zrobiła, podniosłem ją. Nie spodziewałem się takiego widoku, jaki ujrzałem jej twarz a szczególnie oczy najpiękniejsze oczy, najpiękniejsza dziewczyna, jaką widziałem.
Uśmiechnąłem się taka skromna i widać, że jest troszkę przestraszona, ale przejdzie jej.
- Dobrze, Chociaż tyle Cię nauczono z początku myślałem, że nie potrafisz nic.- Dogryzłem jej.
- Ja nic nie potrafię? To wy tu macie dziwne zasady zostaje porwana i dana w prezencie obcemu mi mężczyźnie, on mnie odsyła , a następnie ponownie wzywa do siebie.
- Czy tywiesz przed kim stoisz? - Udałem rozzłoszczonego.
-Panie – szepnęła Odwróciłem się i nakazałem ucałować szaty tak Ibrahim mówił, że nie zdążył jej wszystkiego nauczyć. Gdy to zrobiła, podniosłem ją. Nie spodziewałem się takiego widoku, jaki ujrzałem jej twarz a szczególnie oczy najpiękniejsze oczy, najpiękniejsza dziewczyna, jaką widziałem.
- Wiesz co masz robić nauczono Cię?
- Panie, ja... wiem co mam robić, mam Cię uszczęśliwić czyż nie ?Uśmiechnąłem się taka skromna i widać, że jest troszkę przestraszona, ale przejdzie jej.
- Dobrze, Chociaż tyle Cię nauczono z początku myślałem, że nie potrafisz nic.- Dogryzłem jej.
- Ja nic nie potrafię? To wy tu macie dziwne zasady zostaje porwana i dana w prezencie obcemu mi mężczyźnie, on mnie odsyła , a następnie ponownie wzywa do siebie.
- Czy tywiesz przed kim stoisz? - Udałem rozzłoszczonego.
-
Nie obchodzi mnie kim jesteś, nie obchodzi mnie ile masz władzy, nie obchodzą mnie twoje pieniądze ani twój pałac. Jesteś okropnym człowiekiem!
- Ja okropnym człowiekiem?- Byłem zły na to wszystko, co powiedziała, ale chciałem ciągnąć rozmowę dalej, podobało mi się jak się denerwowała.
- Tak, Wiem, że za to, co zrobiłam teraz grozi mi kara śmierci więc weź swój nóż czy co tam masz i zabij mnie, aby skończyć moje męki.
- To jest miecz. Nikt nikogo nie zabije, ale wiesz co będzie?
- Co będzie?
Mina jej zbladła. A przed chwilą była taka pewna siebie.
- Pójdziesz ze mną teraz tam – wskazałem na łoże. - I sprawisz, że mój piękny dzień, który cudownie się zaczął cudownie się zakończy.
- Dlaczego mnie nie zabijesz?
- Dla Ciebie karą na początek będzie noc spędzona ze mną.
Zobaczyłem w jej oczach łzy, ale nie obchodziło mnie to, to tylko nałożnica moja niewolnica moja własność. Mogę decydować o jej losie. Chyba dotarło do niej co powiedziała i co rzeczywiście jej grozi. Prowadziłem ją do alkowy i myślałem cały czas o naszej rozmowie niby niewinna i skromna, ale pokazać pazur również potrafi. Nagle zauważyłem, że podczas nocy nie zajmowałem się niczym innym jak nią, nie myślałem też o niczym innym. Zasnąłem mając ją w objęciach i myśląc o tym, co się wydarzyło oderwała mnie nagle od tego świata, w którym tkwiłem od kilku lat. Czyżbym kogoś znowu pokochał? Zadawałem sobie to pytanie, aż zasnąłem.Rano, gdy się przebudziłem zauważyłem, że mojej ślicznej niewolnicy nie ma przy mnie jak ją wezwę ponownie?- nawet nie
- Panie...
- Ja okropnym człowiekiem?- Byłem zły na to wszystko, co powiedziała, ale chciałem ciągnąć rozmowę dalej, podobało mi się jak się denerwowała.
- Tak, Wiem, że za to, co zrobiłam teraz grozi mi kara śmierci więc weź swój nóż czy co tam masz i zabij mnie, aby skończyć moje męki.
- To jest miecz. Nikt nikogo nie zabije, ale wiesz co będzie?
- Co będzie?
Mina jej zbladła. A przed chwilą była taka pewna siebie.
- Pójdziesz ze mną teraz tam – wskazałem na łoże. - I sprawisz, że mój piękny dzień, który cudownie się zaczął cudownie się zakończy.
- Dlaczego mnie nie zabijesz?
- Dla Ciebie karą na początek będzie noc spędzona ze mną.
Zobaczyłem w jej oczach łzy, ale nie obchodziło mnie to, to tylko nałożnica moja niewolnica moja własność. Mogę decydować o jej losie. Chyba dotarło do niej co powiedziała i co rzeczywiście jej grozi. Prowadziłem ją do alkowy i myślałem cały czas o naszej rozmowie niby niewinna i skromna, ale pokazać pazur również potrafi. Nagle zauważyłem, że podczas nocy nie zajmowałem się niczym innym jak nią, nie myślałem też o niczym innym. Zasnąłem mając ją w objęciach i myśląc o tym, co się wydarzyło oderwała mnie nagle od tego świata, w którym tkwiłem od kilku lat. Czyżbym kogoś znowu pokochał? Zadawałem sobie to pytanie, aż zasnąłem.Rano, gdy się przebudziłem zauważyłem, że mojej ślicznej niewolnicy nie ma przy mnie jak ją wezwę ponownie?- nawet nie
wiem jak się nazywa. Ubrałem się i wyszedłem na balkon i zobaczyłem ją podziwiającą widoki.
- A więc tu jesteś. Zestresowała się i szybko ukłoniła - Podoba Ci się widok?
- Tak bardzo, Panie ja chciałam przeprosić za to, co wczoraj powiedziałam, ale nie lubię, gdy ktoś zarzuca mi, że czegoś nie umiem i wybucham gniewem. Nie chciałam, naprawdę. Proszę nie zabijaj mnie.
- A czy ktoś mówił o zabijaniu, czy ta rozmowa się odbyła ?- A więc tu jesteś. Zestresowała się i szybko ukłoniła - Podoba Ci się widok?
- Tak bardzo, Panie ja chciałam przeprosić za to, co wczoraj powiedziałam, ale nie lubię, gdy ktoś zarzuca mi, że czegoś nie umiem i wybucham gniewem. Nie chciałam, naprawdę. Proszę nie zabijaj mnie.
- Panie...
- Ciiii, Jak właściwie masz na imię moja miła?
- Aleksandra Panie.
- Aleksandra, a więc Aleksandra. Skąd Cię sprowadzono?
- Z Polski Panie z Polski.
- A więc od braci z Polski. Wejdź do komnaty ranki są jeszcze zimne.
- Aleksandra Panie.
- Aleksandra, a więc Aleksandra. Skąd Cię sprowadzono?
- Z Polski Panie z Polski.
- A więc od braci z Polski. Wejdź do komnaty ranki są jeszcze zimne.
Patrzyłem jak wchodzi do środka.Miło by zjeść razem pomyślałem i rozkazałem straży, aby przynieśli posiłek. Podczas śniadania długo rozmawialiśmy to o Polsce, to o innych sprawach.
- Nigdy się nie uśmiechasz- zapytałem.
- Panie ja często uwierz, ale wszyscy mówili, że nie wolno, że zakazane.
- Będziesz ich słuchać ? Czy mnie?
- Oczywiście Ciebie Panie.
- A więc przestań być taka i bądź sobą taka, jaka jesteś zawsze.
Od razu pojawił się uśmiech na jej twarzy, który nie zapomnę, piękny uśmiech na pięknej twarzy. Długo rozmawialiśmy a ona śmiała się tak często aż mi się to udzieliło. Nie byłem nauczony radości z niczego a ona sprawiła iż poznałem co to radość z małych rzeczy. Pochwyciłem ją nagle.
- Rzeczywiście jesteś bardzo radosna i żywa widać długo nie potrafisz usiedzieć na miejscu.
- Zrobiłam coś źle?
- Nic, ale mam dla Ciebie wiadomość od dziś będziesz się nazywać Hurrem.
- Nigdy się nie uśmiechasz- zapytałem.
- Panie ja często uwierz, ale wszyscy mówili, że nie wolno, że zakazane.
- Będziesz ich słuchać ? Czy mnie?
- Oczywiście Ciebie Panie.
- A więc przestań być taka i bądź sobą taka, jaka jesteś zawsze.
Od razu pojawił się uśmiech na jej twarzy, który nie zapomnę, piękny uśmiech na pięknej twarzy. Długo rozmawialiśmy a ona śmiała się tak często aż mi się to udzieliło. Nie byłem nauczony radości z niczego a ona sprawiła iż poznałem co to radość z małych rzeczy. Pochwyciłem ją nagle.
- Rzeczywiście jesteś bardzo radosna i żywa widać długo nie potrafisz usiedzieć na miejscu.
- Zrobiłam coś źle?
- Nic, ale mam dla Ciebie wiadomość od dziś będziesz się nazywać Hurrem.
- Hurrem?
- Tak Hurrem, czyli ta, która jest radosna, ta, która wszystkich uszczęśliwia.
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść
- Panie, Ibrahim Pasza przesyła wiadomość: wszystko jest gotowe do drogi.
- Wspaniale a co z Mahidevran?
- Również jest już gotowa i oczekuje Cię Panie przy powozie.
- Tak Hurrem, czyli ta, która jest radosna, ta, która wszystkich uszczęśliwia.
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść
- Panie, Ibrahim Pasza przesyła wiadomość: wszystko jest gotowe do drogi.
- Wspaniale a co z Mahidevran?
- Również jest już gotowa i oczekuje Cię Panie przy powozie.
- Rozumiem zaraz wychodzę.
- Hurrem– Zwróciłem się do niej.
- Tak panie?
- Nie będzie mnie kilka albo kilkanaście dni. Wracaj do siebie, wydam rozkaz o Twoim przeniesieniu - Chcesz się mnie pozbyć ? Czyli zrobiłam coś źle.
- Nie Hurrem pójdziesz do komnaty faworyt. Wracaj do haremu.
- Jak karzesz Panie. - Ukłoniła się.
A więc nadszedł czas wyprawy no cóż. Zobaczymy co z tego wyniknie.
- Tak panie?
- Nie będzie mnie kilka albo kilkanaście dni. Wracaj do siebie, wydam rozkaz o Twoim przeniesieniu - Chcesz się mnie pozbyć ? Czyli zrobiłam coś źle.
- Nie Hurrem pójdziesz do komnaty faworyt. Wracaj do haremu.
- Jak karzesz Panie. - Ukłoniła się.
A więc nadszedł czas wyprawy no cóż. Zobaczymy co z tego wyniknie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz